Pierwszym i jakże
trafnym wydatkiem ślubnym był zakup My Perfect
Day – planer ślubny - polecony przez koleżankę M...:) Planując ślub, odwiedzając chociażby targi ślubne – otrzymujemy ‘’tony’’ wizytówek, ofert (tj. salonów ślubnych, salonów fryzjersko – kosmetycznych, zespołów muzycznych, kwiaciarni, cukierni…), zaczynamy robić pierwsze notatki...
Miałam czasem wrażenie, że moja (naprawdę
niewielka) torebka, jest w stanie
pomieścić każdą ilość makulatury napotkaną na drodze (oczywiście w kwestii
planowania ślubu :))… Tylko po co? Sama już się gubiłam z
ilością papierków, dlatego jakże cennym zakupem okazał się organizer ślubny.
Gdy tylko zostałam jego
właścicielką, szybciutko chwyciłam za długopis i z rogalem na twarzy
odnotowałam najważniejsze wydarzenie tego roku – datę ślubu :)
48 stron –
a w nim miejsce na najważniejsze
telefony, daty, adresy, harmonogram przygotowań, listę gości – plan wręczania
zaproszeń, kalkulator kosztów, menu weselne, plan podróży poślubnej…, czyli wszystko
to co jest najważniejsze w czasie planowania przyjęcia. (klik)
Zachęcam serdecznie do
zakupu, gdyż ułatwi Wam uporządkowanie natłoku obowiązków, towarzyszących z
organizacją ślubu/ wesela - wszystko będziecie miały w jednym małym podręcznym dzienniku,
który zajmie szczególne miejsce (obok lusterka i pomadki :))…
w
waszej torebce, a z czasem i w sercu…
Obecnie razem z innymi
drobiazgami, które zachowałam oczywiście na pamiątkę (za kilka lat wrócę do
nich pamięcią – ciekawe co wtedy poczuje) mieści się w małej walizeczce, którą
zamówiłam (klik) z 2 innymi w pastelowych kolorach - w stylu retro. Prezentują
się uroczo i nadają niepowtarzalnego klimatu całemu wnętrzu.
Wszystko zależy od tego czego oczekujemy, jak sobie wyobrażamy ten jeden jedyny dzień w naszym życiu… Pamiętajcie - Każdy z nas jest inny…Kierujcie się swoim wewnętrznym głosem… marzeniami…by było jak w bajce :) To Wasz wielki dzień… Wróćcie pamięcią do dzieciństwa, gdy pragnęłyście stać się kopciuszkiem/ księżniczką… Teraz nadszedł właśnie ten czas…:)
W
oczach moich bliskich – bawiących się gości
okazałam się dobrym organizatorem, udało mi się!!! (oczywiście bez
pomocy narzeczonego nie dałabym sobie sama rady – oklaski należą się również i
jemu)…
Nasze wspólne wielkie przedsięwzięcie…
O kolejnych w późniejszych
postach… :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz