niedziela, 29 listopada 2015

Śmietankowy upominek . . .



Mijały kolejne dni tygodnia ... codziennie zasiadałam wygodnie w fotelu, brałam mojego towarzysza  i buszowałam w sieci... mimo, iż pomysłów wiele, to zawsze kończyłam swoją podróż  z pewną dozą niepewności, obawą czy mój projekt znajdzie uznanie w środowisku zaproszonych gości ... 
Każdy dąży do perfekcji... w szczególności jeśli chodzi o ten jeden jedyny dzień...

Propozycji internetowych bardzo dużo...
Moją uwagę przykuły nietypowe jak do tej pory podziękowania dla gości w postaci magnesów na lodówkę (pomysł idealny dla M. i A. :)) - którzy bardzo lubią kupować jak i otrzymywać takie małe drobiazgi - z każdej podróży wracają z kieszonkowym upominkiem... :)), w klasycznej, eleganckiej i śmiesznej formie....

       
      A na co my się zdecydowaliśmy....Hm...?

Konwersacja była dość krótka (porcelana zachowana w całości :)) -  koncepcja od początku spodobała się M... wybór padł na personalizowane o smaku śmietankowym lizaki ... Chwyciłam za kalkulator, zrobiłam wstępny plan kosztów i dokonałam zamówienia... zapomniałabym wspomnieć - o nie lada wyzwaniu w kwestii doboru kolorów... i wzorów... (klik)
ułatwieniem okazał się wystrój sali - odcień zieleni - kolor przyrody, nadziei... kojarzy się ze świeżością, i pozytywnie nastraja - niesie same pozytywne emocje...

Realizacja zamówienia przebiegła bardzo szybko, i już po upływie tygodnia przyszły dwie bardzo starannie zapakowane paczuszki… a w środku 120 szt. słodkości, naklejki w 4 wzorach i biało – zielone wstążki…Od razu wzięliśmy się do pracy… Takie małe cudeńka – a tyle radości wniosły w nasze życie… Dokupiliśmy na każdy stół małe słoiczki, które udekorowałam zieloną wstążką, a za wypełnienie posłużył nam wcześniej zakupiony groch. I to właśnie w nich nasze słodkości prezentowały się gościom... (gdy znów powróci lato, słoiczki zostaną napełnione domowymi konfiturami / przetworami - zakup jak najbardziej udany.. :))








wtorek, 24 listopada 2015

Rodzinnie . . .


Jesienny - już lekko chłodny wieczór, za oknem szarówka... wpadam z M. na małą czarną do Państwa S.... u progu drzwi czuję już unoszący się zapach... - wypieki pełna parą... cała rodzinka zaangażowana w domowe ciasteczkowe pyszności... szybciutko zrzucam kurtkę, podciągam rękawy i zaczynam pomagać (przeszkadzać...:) )... jeszcze cieplutkie z piekarnika - a już pierwsze głodomorki, z wyciągniętymi rączkami... chwytały za małe cuda.... (ja oczywiście też :)) miło było spędzić ten czas w gronie najbliższych osób...:)

 
Składniki:

1 ½  szklanka mąki (krupczatki lub pszennej)
15 dag margaryny
5 łyżek cukru
2 żółtka
2 łyżki gęstej śmietany


Przygotowanie:

Mąkę przesiać, posiekać margarynę, dodać resztę składników i dokładnie (wymieszać) połączyć (w miarę możliwości jak najszybciej :) ).
Schłodzić w lodówce ok. 60 minut (może być dłużej).
Rozwałkować ciasto (nie za cienkie) i wykrawać z foremek ciasteczka.
Włożyć do piekarnika na ok. 15 minut w temperaturze 120 ° C.




Idealne na nadchodzące święta…:)

niedziela, 22 listopada 2015

Lokalnie - wyborowo i wytwornie . . .

Głowa przepełniona pomysłami... :) kolejny plan wcielam w życie... tym razem wybór miejsca, gdzie cała akcja weselna się rozegra... (mija piąty miesiąc - czas tak nieubłaganie biegnie... nie dawno w gonitwie obowiązków weselnych ... dziś długo wyczekiwany spokój / harmonia ... )

Rozpalam domowe ognisko...  zasiadam otulona cieplutkim kocem, w jednej ręce organizer (klik), w drugiej długopis - robię notatki (plusy i minusy - przemawiające za ,,siedliskiem"...), decyzja była trudna, ale cieszyliśmy się na możliwość odwiedzeniu kliku naprawdę interesujących restauracji - wprowadzające nas w wyjątkowy nastrój... muzyka w tle,  my jako główni bohaterowie  :) okazja do skosztowania potraw szefów kuchni ... pyszności... :) nie zapominając o przemiłej obsłudze... :) jednogłośnie powtarzamy - chwilo trwaj... :)

Wybraliśmy bardzo klimatyczne miejsce, restaurację położoną z dala od zgiełku, przy leśnym zaciszu... dookoła przepiękna natura... otoczenie, które skłania do refleksji, zatrzymuje się i wchodzę jeszcze bardziej w świat marzeń....

Zaglądam, chłonę jej blask, ciepło... już wiem - poszukiwania zakończone... znaleźliśmy idealny lokal (klik) - dysponujący w swoim zapleczu - okrągłymi stołami (taki mały wyznacznik...:)), napotkaliśmy na swojej drodze życzliwych właścicieli, którzy obiecali (i dotrzymali słowa), iż dołożą wszelkich starań by był to nie zapomniany dla nas i naszych bliskich dzień – zarówno pod względem kulinarnym (przepyszna kuchni),  jak i ze strony obsługi weselnej. Czuliśmy się naprawdę wyjątkowo  - nadal zamykając oczy widzę biegających z tacami kelnerów, ubranych w biało – czarne mundurki...

Zmęczeni po kilkunastu godzinach dobrej zabawy, z rogalem na buziach odeszliśmy wspólnie z naszymi gośćmi, którzy zdecydowali się zamieszkać na jedną noc w pokojach gościnnych - na mały zasłużony odpoczynek... (warto zwrócić uwagę, czy lokal dysponuje bazą noclegową - jest to duże udogodnienie jeśli mamy gości z różnych części Polski... :))

Dziękujemy jeszcze raz za miłą atmosferę, był to niezapomniany dla nas dzień... i za zaproponowane potrawy (które mogłam ponownie skosztować – wręcz sobie podjeść :) na weselu znajomych M. i Ł. – gdyż na własnym pod wpływem towarzyszących do końca emocji – nie byłam w stanie - Wy też na to nie liczcie – nie ma czasu – zbyt dużo się dzieję, oczywiście pozytywnego) i dopilnowanie wszystkich szczegółów…