Niedzielne popołudnie, świeżo
zaparzona kawka, ciacho...:) ja i mój wolny czas... Pierwsze co robię...chwytam
za pilota...i przeskakuje przez kolejne kanały... początkowo z zamiarem
obejrzenia dobrego kina, komedii... jednak po raz kolejny wielkie moje rozczarowanie...
święta tuż tuż... a w programie telewizyjnym powtarzające się jak co roku
filmy... Szklana pułapka, Kevin Sam w Nowym Yorku ...
Ale widocznie ten dzień miałam
spędzić inaczej... z książką w ręku. ,,Las, 4 rano" pożyczoną
od M... :) z słowami nie zniechęcaj się, czytaj dalej... (w myślach co ona
czyta:)) nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tego typu literaturą...
pomijając już wulgarne słownictwo to jest to kolejna książka, która
trwale zapisze się w mej pamięci... Czy można dostatnie życie, podróże po
świecie porzucić na własnoręcznie zbudowaną ziemiankę, na życie w zgodzie z
naturą i zwierzętami?
Dopóki nie spotka nas
nieszczęście, żyjemy w innym świecie... dobra passa, zabawa trwa - ale do
czasu... śmierć córki... spowodowała, że główny bohater, porzuca
swój dobytek i zaszywa się w lesie... Jest to historia dość poruszająca,
pokazuje nam życie prostytutki, leśnego Dziada i córki Nataszy Jadzi, która
urzekła mnie od samego początku...
Nie można być obojętnym... losy
głównych bohaterów intrygują, poruszają i onieśmielają...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz